poniedziałek, 15 lutego 2010

The Invincible


click image to enlarge

Po raz pierwszy piszę notatkę najpierw w wordzie i faktycznie zastanawiam się co i jak napisać. Nie lubię pisać, nie umiem pisać. Więc już to świadczy o moim uwielbieniu dla prawdopodobnie najlepszej serii super-bohaterskiej na Świecie… przez wielkie „eŚ”.

Już tak mam, że jak mi się coś podoba, tak na prawdę podoba, mam autentyczną chęć by podobało się to innym. Dzielenie się dobrymi komiksami, książkami, filmami, czy serialami sprawia mi przyjemność. Niestety jak to się mówi ‘są gusta i guściki’. Moim zadaniem jest więc przekonać was wszystkich, że „Invincible” to seria z którą naprawdę warto się zapoznać.

Po pierwsze, każdy może za darmo przeczytać pierwsze kilka numerów w sieci. Jak dla mnie komiks rozkręca się dopiero później, ale te 90 stron pozwala stwierdzić czy to jest klimat dla was. Klimat jest o tyle ważny, że ja, jako absolutny entuzjasta superbohaterstwa nigdy specjalnie nie szalałem za seriami marvela czy DC. Mam kilka zeszytów tego czy tamtego, ale zawsze wolałem kreskówki i animacje. Tutaj jest inaczej, jest luz, jest humor, a nie przykłada się tak wielkiej wagi do wszystkich heroicznych czynów. Mamy tu historię zwykłej rodzinki: „wreszcie obudziły się w tobie moce, a tata dzisiaj 3 razy uratował świat? Eh… no dobrze, ale podaj proszę ziemniaki” …coś jak świetni „Iniemamocni”. Właśnie dlatego kiedy już zaczynają się dziać w miarę poważne rzeczy, a zaczynają się dziać, naprawdę kopią po głowie.

Po drugie, jako rysownik zawsze najpierw patrzę na stronę graficzną komiksu. The Invincible jest pisany przez jednego człowieka, czyli Roberta Kirkmana i rysowany (ołówek i tusz) przez dwóch, na początku przez Coriego Walkera, później przez Ryana Ottleya. Ten trzeci zdecydowanie wpisał się do mojej pierwszej piątki światowych artystów. Komiks jest niesamowity wizualnie, ale nie od razu. Największą przyjemność sprawia mi śledzenie jak grafika rozwija się wraz z rozwojem historii i postaci. Pierwsze numery (1-7) są rysowane (przez Walkera) i kolorowane w dość uproszczony sposób. Ładnie, schludnie, ale mało efektownie. Mało efektownie w porównaniu z tym co dzieje się dalej. Przejście z jednego artysty na drugiego jest mało zauważalne (od 8 numeru rysuje Ottley). Niemniej sam Invincible dorasta, jego moce się zwiększają i to wszystko da się zobaczyć już po jego posturze i twarzy w odpowiednich numerach. Na początku szczupły nastolatek, później klasyczny, gibki mięśniak. Zachęcam do przejrzenia strony Ottleya, lub jego galerii na deviantarcie.

Po trzecie, bardzo często, jakoś tak podprogowo utożsamiam się z jednym z głównych bohaterów czegokolwiek co czytam albo oglądam. Tutaj oczywiście jest podobnie. Co więcej, wierzę że w bardzo bohaterskim uniwersum wydawnictwa imagecomics w którym ma miejsce historia Invincible’a (oczywiście nie tylko w nim, zdarzają sie małe crossovery) każdy, chłopak czy dziewczyna, znajdzie kogoś pod kogo chciałby się ‘podpiąć’. Come on, kto nie chciałby być jedną z najpotężniejszych istot we wszechświecie i chodzić do liceum i później na studia? Ja bym totalnie chciał.

Oczywiście komiks ma pewnie wady, dla mnie jedyną jaką zauważam to niekiedy bezczelnie świadome używanie copy-paste niektórych kadrów. Da się przeżyć, szczególnie, że reszta to profeska.

Na sam koniec chciałbym podziękować chłopakom z kolorowych zeszytów. To dzięki ich recenzji „Invincible presents: Atom Eve” (partnerka Invincible’a która doczekała się swojej mini serii, później drugiej wraz z Rex Splodem. Obie mini serie są awesome) zdecydowałem się jednak łyknąć ten komiks o którym już trochę słyszałem.

Absolutnie tym się jaram!

5 komentarzy:

r. sienicki pisze...

To sie nazywa recenzja. I Świetny graf. Ja czytałem tylko kilka pierwszych zeszytów. Humor mi zdecydowanie podszedł, czasu jednak zabrakło by dalej śledzić tę serię :(

Piotrek pisze...

Świetna rzecz , łyknąłem już po poprzednim wpisie. Jednak inaczej niż z serialami , z komiksami nie lubię robić maratonów więc czytam sobie trochę raz na jakiś czas.

Łukasz Mazur pisze...

O, miło :)

Co do tych copy-paste kadrów to też mi to przeszkadzało i wkurzałem się na "lenistwo" Walkera czy Ottleya. Ale jak przeczytałem nieco innych komiksów Kirkmana, to okazuje się, że w zasadzie w większości są takie akcje i - strzelam teraz - może takie są po prostu jego (Kirkmana) wytyczne.

Biram pisze...

Ja bym nie chciał. Gdybym był jedną z najpotężniejszych istot we wszechświecie, to pewnie większość czasu spędzałbym na jakiejś pustyni albo w puszczy i rozmyślał :D albo na Marsie jak Dr Manhattan.
Albo kto wie, może ratowałbym ludzi i takie tam.
Ale na pewno nie chodziłbym na studia.
W sumie i tak nie chodzę.
A za "Invincible" to już się chcę zabrać od pewnego czasu, ale na razie się nie złożyło.
Jak widzę copy-paste albo tła z przefiltrowanych zdjęć w komiksach to zawsze mnie boli, ale może jakoś wytrzymam.

invincible pisze...

Komiks jest znakomity! Hasło "Probably the best superhero comics book in the universe" jest jak nabardziej na miejscu. To również mój ulubiony komiks, Marvel i DC się chowa ze swoimi majtkami na spodnie ;)